Gołąbek/Rzepka po Rajdzie Lotos Baltic Cup
Niedziela, 27 Lipiec 2008
Najtrudniejszym rajdem okazał się tegoroczny rajd Lotos, który odbył się pod koniec lipca nieopodal Sopotu. Pech się zaczął tuż po zakończeniu zapoznania z trasą. Zepsuł na się samochód, którym przywieźliśmy na lawecie rajdówkę i był jedynym cywilnym autem, jakie mieliśmy. Na drugi dzień tuż przed badaniem kontrolnym zepsuł się alternator w samochodzie rajdowym, który trzeba było wymienić. Udało nam się kupić nowy i wymienić go. Przez to wszystko przegapiliśmy godzinę wjazdu na PKC przedstartowy i spóźniliśmy się, ale napisaliśmy wyjaśnienie i dopuszczono nas do rajdu. Niestety już pod czas pierwszego odcinku okazało się, że mamy duże problemy z przegrzewającym się silnikiem. Musieliśmy jechać z włączonym ogrzewaniem, a temperatura na zewnątrz była około 35C, ale i to nie pomagało i musieliśmy oszczędzać silnik żeby się nie przegrzał, a co tym szło - olbrzymie straty czasowe. Usterki nie udało się naprawić na serwisie i resztę rajdu przejechaliśmy w „saunie”. Na 3 odcinku zagotowała nam się woda i tuż przed startem do 4odcinka musieliśmy uzupełnić wodę. Pożyczyliśmy wodę od wszystkich, nawet od policjantów
J
.
Jakby tego było mało to podczas sprawdzania węży przy chłodnicy pilot dotknął wiatraka, który rozerwał mu skórę na ręku. Stracił dużo krwi, ale dzięki pomocy zawodników ze Szwecji, którzy zrobili profesjonalny opatrunek, udało się pojechać dalej. Do końca rajdu zmagaliśmy się z niesamowitym gorącem, a Grzesiek walczył z bólem. Niestety nie było już
walki z czasem, a z samochodem. Po rajdzie Grześkowi założono 12 szwów na rękę. Ja musiałem wrócić rajdówką na kołach do Kielc, a po drugi samochód musiał wrócić na lawecie.
W klasie Astry zajeliśmy 2 miejsce, a w klasyfikacji generalnej znaleźliśmy się dopiero na 19 miejscu. Szkoda że auto nie było sprawne, ale rajd naprawdę super.
«
powrót